
Wyniki 2 dla frazy vat:
Dodano:
Frank po 4 zł. 15
STY
2015
To już nie jest tylko problem 700 tys. kredytobiorców we frankach.
To jest problem całego państwa i drenażu finansowego Polaków oraz osłabiania siły nabywczej, niższych wpływów z VAT, pogłębienia się kryzysu MSP działających w branży detalicznej oraz ogromnych kosztów społecznych upadłości.
Po drugiej stronie mamy bezkarne i beztroskie banki, komisję nadzoru finansowego i ministra "pożalsieboże" finansów.
Co prawda już w obecnym systemie prawnym, kredytobiorcy we frankach mogą skutecznie bronić swoich praw przed sądem, na bazie np. art. 357 i 358 kodeksu cywilnego. Ale pytanie czy musi to zrobić 700 tys. ludzi i zatkać już i tak niewydolny system sądownictwa.
Demokracja Bezpośrednia wzywa rząd oraz parlamentarzystów wszystkich partii z Sejmu, aby stworzyły natychmiast (w takim tempie, jak ustawy w sprawie górnictwa) regulacje prawne pozwalające przewalutować kredyty według kursu Frank-PLN z dnia podpisania umowy.
W tej sprawie wystosowaliśmy pisma do MF, Marszałka Sejmu RP oraz partii politycznych.
Roszczenie wyliczone przez bank na podstawie kursu z jego własnej tabeli kursowej nie istnieje – uznał Sąd Okręgowy w Szczecinie. I orzekł, że klienta nie obowiązują te zapisy z umowy, według których mBank dokonywał przewalutowania kredytu. Za niewiążący uznał paragraf, zgodnie z którym bank w ogóle ustalił kwotę zadłużenia we frankach (zgodnie z tym zapisem udzielano kredytu w złotych, które potem przeliczano na franki w dniu uruchomienia kredytu). Nieobowiązujące według sądu są też pozostałe zapisy stwierdzające, że rata kredytu miała być spłacana w złotych, po uprzednim przeliczeniu raty frankowej.
Sędziowie powołali się na wyrok warszawskiego Sądu Apelacyjnego, który podtrzymał wyroki wcześniejszych instancji uznające za klauzule niedozwolone podobne zapisy znajdujące się we wzorcu umowy kredytowej mBanku. Technika przewalutowania, jaką stosował mBank, nie różniła się od powszechnie stosowanych na rynku. Do wyliczenia wielkości raty używano kursu sprzedaży franka z tabeli kursowej banku, z dnia spłaty raty, z konkretnie ustalonej godziny. Szczeciński sąd stwierdził, że taki mechanizm dawał bankowi możliwość uzyskania korzyści finansowych stanowiących dla kredytobiorcy dodatkowe koszty kredytu, których oszacowanie nie było możliwe. Zdaniem sądu kurs rynkowy franka tylko częściowo wpływał na ostateczny koszt kredytu, bo kurs z tabeli bankowej zawierał jeszcze marże arbitralnie ustalane przez bank.
– Przy tym, w przypadku operacji wykonywanych na podstawie niniejszej umowy, wymiany walutowe odbywały się jedynie „na papierze” dla celów księgowych, natomiast do faktycznego transferu wartości dewizowych, w którąkolwiek stronę, nie dochodziło. W efekcie różnica pomiędzy kursem zakupu danej waluty, a kursem sprzedaży tej waluty przez bank, ustalanych wyłącznie przez pozwanego, stanowiła jego czysty dochód, zwiększający dodatkowo koszty kredytu dla klienta – czytamy w uzasadnieniu wyroku.
W tej konkretnej sprawie kredytobiorcy chodziło o obalenie bankowego tytułu egzekucyjnego, w którym mBank żądał kwoty o blisko 150 tys. zł większej niż wartość wypłaconego kredytu, co wynikało głównie z różnic w kursie franka. Sąd, uznając paragrafy umowy o sposobie przewalutowania za niewiążące klienta, uznał, że roszczenie takie nie istnieje. A skoro przeliczanie wielkości rat odbywało się nieprawidłowo, nie ma w ogóle pewności, czy doszło do zaległości w spłacie, w terminie wskazywanym przez bank.
Według radcy prawnego, który reprezentował kredytobiorcę, wyrok jest przełomowy. Chodzi o zdanie z uzasadnienia, w którym sąd stwierdza, że na podstawie kodeksu cywilnego skłania się do uznania, że w miejsce niewiążących zapisów o przewalutowaniu nie należy wprowadzać w drodze analogii innych „instytucji prawnych”. Zdaniem Radosława Górskiego to w ogóle podważa możliwość przewalutowania tego kredytu.
Radca podkreśla, że sąd nie unieważnił całej umowy kredytowej, uznał jedynie, że niektóre jej zapisy nie obowiązują. Oznacza to, że nadal obie strony umowy muszą się stosować np. do paragrafów regulujących wielkość oprocentowania – czyli w tym przypadku ustalania go na podstawie trzymiesięcznego LIBOR-u i marży banku. Taka interpretacja jest korzystna dla klienta, bo normalny kredyt złotówkowy jest oprocentowany według wyższego WIBOR-u.
– Umowa kredytowa jest ważna, wynika z niej, że trzeba spłacać kredyt w ratach, ale nie wynika, że raty te mają być wyliczane według kursu franka. Czyli mój klient musi spłacać nominalną wartość kredytu wypłaconą w złotych w ratach oprocentowanych zgodnie z umową – twierdzi Górski. Spodziewa się on, że do sądów zacznie trafiać więcej pozwów ze strony posiadaczy kredytów frankowych.
Źródło » http://serwisy.gazetaprawna.pl/finanse-osobiste/artykuly/840187,wyrok-sadu-kredyt-we-frankach-wart-tyle-ile-klient-dostal-w-zlotych.html
Dodano:
Wyobraź sobie, że w firmie zużywasz papier toaletowy, robisz sobie kawę, pracując na komputerze zerkniesz na prognozę pogody jaka będzie w weekend, kiedy będziesz miał wolne.16
GRU
2014
Teraz w każdym tym przypadku będziesz mógł złożyć donos do Urzędu Skarbowego na swojego pracodawcę, jeśli ten nie ujmie przy wyliczaniu miesięcznych kosztów VAT, współczynnika procentowego w jakim wykorzystałeś papier toaletowy, kawę i przeglądarkę w innym celu niż związany z działalnością gospodarczą.
I po co to wszystko ? Żeby żyło nam się lepiej.
Pytanie brzmi jedynie, czy takie prawo nie spowoduje, że młody człowiek o racjonalnym podejściu nie otworzy firmy w Anglii ?
Najpierw ograniczono możliwość odliczania VAT od zakupów związanych z utrzymaniem samochodu. Teraz to samo ograniczenie ma zostać rozszerzone na wszystkie pozostałe zakupy w firmie. Przedsiębiorca odliczy VAT tylko częściowo.
Nowelizacja ustawy o VAT zakłada rozszerzenie art. 86 o nowe ustępy. Wprowadzają one rewolucyjne zmiany w sposobie odliczania podatku VAT od zakupów dokonanych na firmę.
Znowelizowane przepisy zakładają, iż podatek VAT od danego zakupu będzie mógł zostać odliczony jedynie częściowo. Częściowe odliczenie VAT będzie miało miejsce zawsze wtedy, gdy dany towar lub usługa są wykorzystywane zarówno dla celów działalności gospodarczej, jak i w innych celach. Odliczenie VAT będzie zatem możliwe jedynie w takiej części, w jakiej dany zakup służy celom związanym z działalnością gospodarczą.
Zgodnie z nowymi przepisami, przedsiębiorca nie odliczy zatem całej kwoty VAT od zakupu laptopa, telefonu czy nawet biurka, w sytuacji gdy, chociaż w małej części, wykorzystuje te składniki majątku do celów prywatnych.
Przypomnijmy, iż od wielu lat funkcjonuje już pełne ograniczenie w odliczaniu VAT od paliwa wykorzystywanego w większości firmowych samochodów. Z kolei od 2014 roku funkcjonuje ograniczenie w odliczaniu VAT w przypadku pozostałych zakupów związanych z utrzymaniem samochodu. Kolejne ograniczenie, które tu opisujemy, ma wejść w życie od 1 stycznia 2016 roku.
Nowe przepisy, rozszerzające ograniczenie na wszystkie pozostałe zakupy, są zatem kolejnym etapem fiskalnego natarcia rządu w zakresie podatku VAT. Przypomnijmy również, iż podobne ograniczenia nie istnieją w żadnym innym państwie UE. W większości z tych państw, nawet VAT od paliwa można odliczać na podstawie zwykłych paragonów fiskalnych.
W przypadku rozszerzenia opisywanego ograniczenia na pozostałe zakupy firmowe, powstaną dodatkowo wątpliwości, w jaki sposób liczyć nowy współczynnik w odniesieniu do zakupów związanych z utrzymaniem samochodu. W przypadku takich zakupów, ograniczenie w odliczeniu VAT istnieje bowiem już dziś, tyle że współczynnik został w tym przypadku ustalony na stałym poziomie 50%. Oznacza to, że osoby wykorzystujące obecnie samochód zarówno do celów firmowych, jak i prywatnych, mogą odliczyć jedynie połowę kwoty podatku VAT wykazanej na fakturze.
A jak będzie po wprowadzeniu nowych przepisów? Jak podaje GP, zdania ekspertów w tym temacie są podzielone, gdyż nowe przepisy okazały się mało precyzyjne. Tylko niektórzy eksperci uważają, że nowy współczynnik (ustalany samodzielnie przez przedsiębiorcę) zastąpi poprzedni ryczałtowy współczynnik w wysokości 50%.
Pozostali specjaliści uważają, iż nowe przepisy wprowadzają kumulację obu ograniczeń. Oznacza to, iż nowy współczynnik nie zastąpi starego, lecz go powiększy. Przykładowo, jeśli przedsiębiorca wykorzystuje samochód w celach działalności gospodarczej w 60% (a w 40% do celów prywatnych), to od zakupów związanych z tym autem odliczy tylko 60% z... 50% kwoty podatku VAT. W rezultacie będzie mógł odliczyć jedynie 30% kwoty podatku VAT wykazanej na fakturze.
Źródło » http://zus.pox.pl/vat/koniec-z-pelnym-odliczaniem-vat.htm
Na koniec pytanie ? Jak myślicie w kogo uderzą te przepisy ? W w banki, w korporację ? Uderzą w zwykłych obywateli, wypchniętych z rynku pracy, którzy zmuszeni zostali lub byli zachęcani w ramach walki z bezrobociem do otworzenia własnej działalności gospodarczej.
Najpierw dyspozycja ministerstwa aby robić uznaniowe domiary. Teraz kolejny mina interpretacyjna. Wszystko idzie w tym kierunku, aby udowodnić przedsiębiorcom, że mają zapłacić taki podatek jakiego chce urząd a nie jaki wynika ze stawek podatkowych.