
Wyniki 3 dla frazy skarga wyborcza:
Dodano:
Na protestujących "frankowiczach" przeciwko bezprawiu, wieszano najgorsze epitety:14
KWI
2015
że głupi, że nie rozumieją umów, że chcą kasy od państwa.
TO wszystko nieprawda. "Frankowicze" to najbardziej postępowa grupa obywateli.
Oni buntowali się za całe społeczeństwo.
Nie chcieli dopłat jak rolnicy czy górnicy. Nie chcieli, aby podatnik ich utrzymywał.
Walczyli o fundament cywilizowanego państwa - o państwo prawa.
I chociaż cel jeszcze nie osiągnięty to z efektów poświęcenia tysięcy ludzi,
czerpać korzyści od dzisiaj będą wszyscy i następne pokolenia też.
Nie ulega wątpliwości, że to dzięki nim, dzisiaj wydarzyła się rzecz niezwykła.
Banki przegrały w Trybunale.
Demokracja Bezpośrednia zawsze wspierała obywatelskie protesty "frankowiczów"
Cieszymy się z wami.
Bankowy tytuł egzekucyjny to dziś najważniejszy - i zarazem wzbudzający największe kontrowersje - instrument bankowców w walce z nierzetelnymi płatnikami. Obowiązuje od 1998 r. (wcześniej banki mogły wystawiać tzw. bankowy tytuł wykonawczy) i co najmniej raz (w 2005 r.) był poddany ocenie Trybunału Konstytucyjnego. Dlaczego BTE przypomina bazookę, którą banki mogą strzelać do kredytobiorców, jak do kaczek?
Na mocy BTE banki mogą w dużo łatwiejszy sposób windykować przeterminowane długi. Wystarczy, że wystawią BTE zawierający określoną kwotę do zapłaty, poproszą sąd o nadanie klauzuli wykonalności, a już mogą iść do komornika z poleceniem ściągnięcia długu. Sąd (ani tym bardziej komornik) nie bada prawidłowości BTE i nie prowadzi żadnego postępowania wyjaśniającego - sprawdza tylko, czy na dokumencie wszystko się zgadza od strony technicznej.
To oznacza, że bank może wszcząć egzekucję bez sprawdzenia przez sąd, czy dług rzeczywiście istnieje i czy bank ma prawo domagać się akurat takiej, a nie innej kwoty. Dłużnik może jedynie wszcząć sądową procedurę przeciwegzekucyjną i mieć nadzieję, że zdąży ją przeprowadzić, zanim zapuka do niego komornik.
Pięcioosobowy skład Trybunał Konstytucyjnego podważył we wtorek zgodność z prawem BTE, odpowiadając na pytania dwóch sądów rozpatrujących spory klientów z bankami. Sędziowie pytali Trybunał, czy podziela ich pogląd, iż banki nie powinny mieć uprzywilejowanej pozycji w dochodzeniu roszczeń, bo godzi to w konstytucyjną zasadę równości wszystkich podmiotów wobec prawa.
Trybunał przeciwko BTE
Trybunał, po wysłuchaniu opinii przedstawiciela Sejmu Ryszarda Kalisza (wnioskował o uznanie BTE za zgodny z prawem), wysłanników Prokuratora Generalnego (też byli "za" BTE) oraz po kilkugodzinnej dyskusji ogłosił, że BTE rzeczywiście w zbyt dużym stopniu pomaga bankom kosztem obywateli i musi zostać gruntownie zmieniony. Trybunał nie wyrzucił do kosza całego BTE (tak naprawdę zakwestionował tylko dwa przepisy), ale i tak oznacza to koniec bankowego tytułu w dotychczasowym kształcie. "Banki nie mogą być sędziami we własnej sprawie" - mówiła Teresa Liszcz w imieniu Trybunału.
Orzeczenie Trybunału jest rewolucyjne, ale sędziowie postanowili, że wyrok wejdzie w życie dopiero w sierpniu 2016 r. Do tego czasu Parlament ma poprawić przepisy i stworzyć w miejsce BTE nowy instrument, który da bankom możliwość windykowania wierzytelności, ale nie będzie aż tak niekorzystny dla klientów jak obecnie obowiązujący BTE. Nie pomoże to już tym kredytobiorcom, którzy zostali zlicytowani na podstawie BTE, ale najpewniej będzie oznaczało dużą ulgę dla tych, którym grozi windykacja.
Wśród nich w najgorszej sytuacji byli do niedawna posiadacze kredytów frankowych, którym banki - przy wystawianiu BTE - zamieniały dług z franków na złote po wysokim kursie, skazując na spłacanie długów do końca życia. Pod koniec zeszłego roku w szczecińskim sądzie zapadły dwa wyroki dające klientom nadzieję - sądy stwierdziły, że bank wyliczył kwotę długu w złotych na mocy nieprecyzyjnych, a więc niewiążących klientów zapisów w umowie. Teraz klienci broniący się przed BTE będą mieli dodatkowy argument - opinię Trybunału Konstytucyjnego. No i od teraz w sądzie łatwiej będzie zakwestionować BTE nie tylko klientom frankowym, ale i tym złotowym.
Jak żyć po BTE?
Jak może wyglądać windykacja bankowych długów bez BTE? "Wyeliminowanie BTE nie grozi katastrofą dla banków" - mówiła prof. Teresa Liszcz w imieniu Trybunału. Bankowcy będą musieli po prostu - tak jak każdy inny wierzyciel - oddawać sprawy dotyczące niespłacanych długów do sądu, który będzie je rozpatrywał i oceniał. Dla banków oznacza to znaczne wydłużenie procedury pozwalającej np. zająć pensję dłużnika, a dla klientów - że prawidłowość naliczenia długu każdorazowo będzie sprawdzona przez sąd.
Brak BTE może mieć jednak bolesne dla kredytobiorców skutki uboczne. Niewykluczone, że banki wrócą do starych, sprawdzonych sposobów zabezpieczania swoich wierzytelności, czyli żądania przy większych kredytach kilku żyrantów i weksli in blanco. Mogą też nieco wzrosnąć koszty kredytów, bo koszty bardziej skomplikowanego windykowania długów pokryją pozostali klienci. Bankowcy do tej pory gwałtownie sprzeciwiali się ograniczania ich uprawnień w ramach BTE, argumentując, że tytuł broni nie tyle ich interesów, co bezpieczeństwa pieniędzy deponentów.
Trybunał nie był zgodny w ocenie BTE. Sędzia Andrzej Rzepliński złożył zdanie odrębne, argumentując, że absurdem jest traktowanie tak samo banku, który pożycza klientowi pieniądze, oraz konsumenta, który otrzymuje kredyt. Zdaniem Rzeplińskiego nie można mówić o równości obu stron umowy. - Ustawodawca przyjął, że ze względu na charakter, skalę prowadzenia działalności oraz celem zapewnienia bezpieczeństwa pieniędzy banku powinien on dysponować prostym narzędziem egzekucji. Porównywanie sytuacji banku i kredytobiorcy dłużnika jest nieuprawnione - mówił Rzepliński. Ale został przegłosowany.
Źródło: Read more: http://wyborcza.biz/biznes/1,100896,17754170,Rewolucyjne_orzeczenie_Trybunalu_ws__bankowego_tytulu.html#ixzz3XItBvGVF
Dodano:
Czy państwo polskie może sobie pozwolić na to by naprawdę było tak, jak w powiedzeniu "matura to bzdura"?12
MAR
2015
Sprawę maturzystki z Zakopanego przywołuje Gazeta Wyborcza.
"Można mieć poważne wątpliwości, czy system, w którym maturzysta nie może się odwołać do bezstronnego eksperta czy skopiować pracy (przechowywanej przez zaledwie pół roku) to system najsprawiedliwszy z możliwych." - mówi Adam Wawrzyński, redaktor naczelny miesięcznika "Wiedza i Życie".
Miesiąc temu RP donosiła, że Centralna Komisja Egzaminacyjna (CKE) to kolejna instytucja państwowa "zmiażdżona" przez raport NIK-u.
Przypominamy jeden z postulatów kandydata DB na Prezydenta, Pawła Tanajno:
POSTULUJEMY prawo do wglądu w arkusze egzaminacyjne i przejrzyste procedury odwołania od decyzji komisji w ramach egzaminów Państwowych.
SKUTKI
Obecnie osoby zdające egzaminy państwowe - np. maturzyści, lekarze - nie mają realnej możliwości odwołania się od wyników swojego egzaminu, min. poprzez blokowanie możliwości wglądu w arkusze. Doprowadza to do sytuacji w której młodzi ludzie, niezależnie od swojego poziomu wiedzy, są uzależnieni od pozbawionych kontroli komisji. Demokracja Bezpośrednia poruszy kwestię bo wiemy jak często państwowe instytucje popełniają błędy, zwłaszcza gdy nie stawia im się twardych wymogów transparentności.
Młodzi ludzie mają prawo do traktowania ich poważnie.
Czy uważacie, że egzaminy maturalne wraz z ocenami powinny być odtajniane na wniosek maturzysty?
Źródła:
» http://wyborcza.pl/1,75248,17526723,_Wiedza_i_Zycie__wspiera_maturzystke.html » http://www4.rp.pl/apps/pbcs.dll/article?avis=RP&date=20150303&category=KRAJ&lopenr=303039799
Dodano:
Cezary Kaźmierczak - prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, partner w agencji MMT Management. W latach 80. działacz opozycji, potem na emigracji w USA, gdzie był redaktorem naczelnym polonijnego "Dziennika Chicagowskiego" oraz "Kuriera".
08
MAR
2015
ADAM LESZCZYŃSKI: Kiedy frank wystrzelił w górę, dowiedziałem się, że jestem spekulantem walutowym i że trzeba było czytać, co się podpisuje przy braniu kredytu. Pan, jako jeden z niewielu ze sfer gospodarczych, twierdzi, że udzielanie kredytów we frankach to skandal.
CEZARY KAŹMIERCZAK: Bo to był skandal, chociaż jeszcze większym są polisolokaty. To rezygnacja z jakiejkolwiek etyki w biznesie, świadome okradzenie klienta. Są setki przykładów, kiedy człowiek przychodził po kredyt na mieszkanie, miał 50 tysięcy na wkład własny i banki go przekonywały, że dadzą mu kredyt na 100 proc., a te 50 tysięcy niech na polisolokatę włoży...
W umowach znajduje się cały szereg niedozwolonych klauzul. Jeśli próbuje się pan wycofać z polisolokat, zabierają panu wszystko. Ten hochsztapler od Amber Gold to pensjonarka przy tych, którzy wymyślili polisolokaty. Nie rozumiem, dlaczego nie ma wielkiej afery z tego tytułu. Coś niewiarygodnego, że państwo polskie - zwłaszcza Komisja Nadzoru Finansowego - przygląda się temu. Afera SKOK to kolejne świadectwo porażki nadzoru i zarazem demoralizacji całego sektora finansowego. Zastanawiam się, czy nie doszliśmy do momentu, w którym nadzór państwowy powinien zatwierdzać każdy jego produkt!
Nikt nikogo nie zmusza do zawierania umów.
- Banki uwielbiają się odwoływać do wolnego rynku, choć same działają na rynku, który jest bardzo regulowany. Odwołują się też do swobody zawierania umów, co jest kompletnym absurdem, bo konsument nie ma żadnej możliwości dyskusji. Dostaje wydrukowaną umowę i może ją podpisać lub nie. Jeśli jej nie podpisze, ma do wyboru umowy w innych bankach, również wydrukowane, które może podpisać lub nie. Dlatego państwa, aby bronić konsumentów, zaczęły wprowadzać zestawy klauzul niedozwolonych, które nie mogą się znaleźć w umowach. Ale korporacje w Polsce lekceważą to sobie. Przykład sprzedawania takich produktów jak polisolokaty pokazuje, że sektor finansowy jest kompletnie zdegenerowany. Przecież ci, którzy to wymyślili, doskonale wiedzieli, że okradają z tych 50 tysięcy, które często były jedynymi pieniędzmi klienta! Potrzeba jakiejś drastycznej interwencji państwa do zatrzymania tych ludzi. Puściły im wszystkie hamulce moralne.
Dystrybutorzy polisolokat zdradzają kulisy swojej pracy: Kto chciałby zarobić milion?
Prezes NBP Marek Belka mówi w "Forbesie", że nasz system bankowy jest generalnie zdrowy, prowadzi konserwatywny biznes, nie uprawia takich szaleństw jak banki na Zachodzie.
- Takich szaleństw nie ma, to pewne. Na Zachodzie tzw. rynki finansowe, czyli de facto banki, wyprodukowały 12-krotność światowego PKB w postaci instrumentów finansowych. Światowe PKB to 71 bilionów dolarów, instrumentów finansowych jest 12 razy więcej! Czyli większość z nich to toksyczne aktywa warte zero, przelewane i zamiatane pod dywany, ale któregoś dnia ktoś zapyta, ile są warte.
Gdyby Lehman Brothers upadł nieco później i kryzys nie zahamował szaleństwa, w Polsce też by do tego doszło. Pamiętam, jak tuż przed kryzysem zadzwonił do mnie doradca bankowy - nie wiem, skąd miał mój numer - i oferował opcje na proso na bazie kakao... Panie, ja nie za dobrze wiem, co to jest proso! Już wtedy zaczynali wciskać takie rzeczy.
Czyli się spóźnili?
- Nie zdążyli. Sprzedawanie takich produktów jak kredyty we frankach czy polisolokaty jest nadużyciem zaufania. Bank jest instytucją koncesjonowaną przez państwo, więc jest to w jakiś sposób instytucja zaufania publicznego. Może pan mieć nadzieję, że instytucja pana nie oszuka w radykalny sposób i nie przerzuci na pana całego ryzyka.
Argument, że można było czytać umowy, jest idiotyczny. Jak pójdzie pan do lekarza i dostanie od niego truciznę zamiast lekarstwa, to też pana wina? Bo na medycynie trzeba było się znać?
To nie to samo. Do lekarza człowiek idzie, bo musi. Do banku nie musi chodzić po kredyt. Chciałem kupić dom, to go wziąłem. Mogłem wynajmować albo kupić mniejsze mieszkanie.
- Korporacja wie, jak pana przekonać. Jakiś bloger zebrał niedawno ulotki reklamujące kredyty we frankach w tamtym czasie. Wyglądają prawie jak reklamy OFE z emeryturą pod palmami! Zwykły człowiek musi być chroniony przed instytucjami, które w wyrafinowany sposób chcą go naciągnąć.
A jak działa polski nadzór finansowy? Potrafi ukarać kogoś, że obraził w reklamie czarnoskórych.
To źle? Nie wolno obrażać.
- To dobrze. Ale to drobiazg. KNF od wielu, wielu lat nie zgadza się na utworzenie funduszu inwestycyjnego opartego na spekulacjach walutowych. To oznacza, że według KNF profesjonalni doradcy inwestycyjni z certyfikatami, koncesjami itp. nie mogą zarządzać spekulacjami walutowymi, bo to zbyt duże ryzyko. Wiadomo, że 80 proc. ludzi na rynku forex traci pieniądze. W tym samym czasie, gdy KNF odmawia profesjonalistom założenia funduszu opartego na walutach, zgadza się na masową sprzedaż kredytów we frankach.
Dlaczego?
- Nie mam pojęcia, ale jako obywatel chętnie bym się dowiedział. Po wybuchu afery z frankami szef KNF mówi, że banki są bezpieczne. A ludzie?! KNF został powołany dla banków czy dla obywateli? Bo ja nie wiem.
Dla stabilności rynku finansowego.
- KNF to instytucja utrzymywana z pieniędzy podatnika. W pierwszej kolejności powinna się troszczyć o zwykłego Kowalskiego, a nie o banki. Co z tego, że bank zbankrutuje? Powstanie następny. Ludzie muszą gdzieś trzymać pieniądze. Niezbędna jest dla nich klasyczna bankowość, czyli przelewy i tym podobne usługi. To banki kreują potrzebę nowych instrumentów finansowych, opowiadają klientom głupstwa, kuszą zyskami.
Gdyby w Polsce przewalutowano kredyty we frankach po kursie z dnia ich wzięcia, bankom nic by się nie stało. Mają w Polsce gigantyczne zyski, w granicach 15 miliardów rocznie albo i więcej.
Koszty przewalutowania szacowano nawet na 40 miliardów.
- To górna granica. Bardziej prawdopodobne, że kosztowałoby to mniej więcej roczny zysk sektora bankowego. To dla niego przykre, ale go nie zatopi.
Gdybym chciał robić karierę polityczną, wiem, czym bym się zajął. Proszę zwrócić uwagę, kiedy były brane te kredyty: gdy była największa ucieczka z Polski, zaraz po wejściu do Unii. Ci, którzy brali te kredyty, chcieli się związać z Polską. Teraz ludzie, którzy w 70-80 proc. uwierzyli Tuskowi i PO, dostają za to po głowie. Rządzący umywają ręce, a przynajmniej tak się zachowują.
Aferę taśmową da się zapomnieć. Po chwili już nie wiadomo, o co chodziło i kto co powiedział. Kredyt przypomina o sobie co miesiąc! To jasna marketingowa wiadomość: rząd was zostawił na lodzie.
Może polska klasa średnia ma zakodowaną myśl: "Umowy są święte, zacisnę zęby, nie pojadę na wakacje, spłacę ten kredyt".
- Nie spłaci! W wielu przypadkach te kredyty już są niespłacalne. Przewyższają wartość nieruchomości.
Myślę, że powody głosowania na Platformę są inne. Polska na tyle się rozwinęła w ostatnich latach, że po raz pierwszy w historii ludzie w swojej percepcji mają co stracić i głównym motywatorem dla większości nie jest to, aby coś zyskać, lecz lęk, by nie stracić.
Czyli można straszyć, że przyjdzie PiS i wszystko popsuje?
- Na przykład. Niedawno podszedł do mnie na ulicy człowiek, żebym podpisał listę jakiegoś tam kandydata. Planktonowego.
Mówię, że nie podpiszę listy, bo nie znam człowieka. Słyszę: "To nie chce pan zmian!". Ten człowiek nie rozumie rzeczywistości. Większość Polaków nie chce zmian.
Bo są zadowoleni. Tak mówią socjolodzy.
- A moje pokolenie to już w ogóle! Oczywiście drzemy się: "To nie działa, tamto nie działa, naprawić system podatkowy...!". Ale w głębi duszy jesteśmy zadowoleni. Myśmy za komuny w życiu nie przypuszczali, że będziemy mieć to, co mamy! Nigdy!
Ja wiedziałem o ryzyku kursowym. Jak można obalić argument "wiedzieli, co podpisują"?
- Umowy są kompletnie niesymetryczne. Bank jest całkowicie zabezpieczony i całe ryzyko przerzuca na klienta.
Proszę sobie wyobrazić: idzie pan do salonu Mercedesa. To firma godna zaufania. Kupuje pan samochód i jedzie pan do domu. Oczywiście podpisał pan umowę. Nagle się okazuje, że w tym samochodzie znajduje się silnik trabanta. Powie pan: "Widziały gały, co brały"?
Jedną z funkcji państwa jest ochrona obywateli, jeśli znajdą się w tarapatach. Może znaleźli się w tych tarapatach z własnej nieroztropności, ale jeśli pan obedrze tę całą sytuację z umów, paragrafów itp., to sprowadza się ona do tego, że pół miliona polskich rodzin przez lata przepłaci kilkakrotnie za wartość mieszkania. W związku z tym nie będą mogły odłożyć na emeryturę, więc później oddadzą te mieszkania bankom za 30 proc. wartości na tzw. odwróconą hipotekę. Państwo ma się temu bezczynnie przyglądać?
Ludzie wiedzieli, w co się pakują.
- Można też znieść przepisy ruchu drogowego! Korwin już to postuluje. Człowiek jedzie, to widzi, w co się pakuje, przecież jest wolność, może zjechać, walnąć w mur i roztrzaskać sobie mózg. Wolność nie do końca na tym polega, że każdy może robić to, co chce. Głównym zarzutem wobec banków jest kompletna niesymetryczność umów.
Pierwszą sprawą, którą trzeba załatwić, jest bankowy tytuł egzekucyjny, który upraszcza windykację. To niedopuszczalna historia, że bank może windykować poza przedmiot zabezpieczenia! Odpowiada się całym majątkiem za kredyt. To absurd, bo pożyczyło się właśnie na mieszkanie.
W USA oddaje się bankowi klucz i już. Wtedy bank ponosi część ryzyka związanego np. ze spadkiem wartości nieruchomości. U nas można ogłosić upadłość konsumencką...
- Poprzednia ustawa o upadłości konsumenckiej była kompletnie absurdalna i nie działała, obecna już trochę mniej, ale dalej jest zbyt restrykcyjna.
W tym momencie powinien zdecydowanie wkroczyć rząd, bo zuchwałość banków jest niebywała. To pierwszy przypadek, który pamiętam - a jestem w Polsce od 1996 r. - by ktoś w biznesie publicznie powiedział, że nie będzie przestrzegał obowiązującego prawa. Tymczasem banki mówiły, że nie będą honorować ujemnych stóp procentowych, bo muszą zarabiać. No coś niebywałego! Takie rozpasanie...
Poza tym regulaminy sprzedaży poginęły, instrukcje z czasu dawania kredytów frankowych poginęły w bankach. Znikły, nie ma ich.
Przynajmniej w dwóch bankach nie pożyczano żadnych franków. To był wyłącznie instrument finansowy - sposób przeliczania wartości kredytu. A w ten sposób nie wolno bankowi działać. Podejrzewam, że część tych umów zostanie obalona w sądach. Ale co dalej? Kolejny proces, żeby ustalić, co się bankowi należy? To koszty i długie lata.
Dlaczego rząd się tym nie zajmuje?
- Niech pan spyta. Myślę, że działa lobby bankowe. Byłem zaskoczony, kiedy u was ukazał się artykuł Grzegorza Sroczyńskiego o kredytach we frankach. Myślałem, że oni swoimi pieniędzmi pozamykają wszystkim usta.
Powiedzą: "Uważajcie, co piszecie, bo właś-nie rozdzielamy budżety reklamowe"?
- Tak. "Wyborcza" jest duża, więc może sobie pobrykać, ale inni... Byłem zdziwiony, że coś takiego się ukazało, byłem przekonany, że będzie grobowa cisza.
Opowiem ciekawostkę, która dla mnie jest dowodem na to, że PiS nie wygra wyborów. Rozmawiałem z jednym z wysokich funkcjonariuszy PiS. Wyszedł temat franków. Powiedział mi: "Szkoda, że nie możemy się tym zająć". Spytałem z ciekawości: "A dlaczego?". Odparł coś w stylu: "Nie chcemy się narażać bankom".
Rząd, nadzór finansowy, media - wszystko mamy, ale nie zadziałało. Dlaczego?
- KNF powinien szybko zakazać kredytów we frankach i polisolokat. Podobnie jak zakazać działania Amber Gold, ale to dużo mniejsza skala problemu.
Z drugiej strony, mamy do czynienia z taką sytuacją, w której podatnik jest bezsilny - bo mamy całkowity upadek etyki w sektorze finansowym. Jak restaurator oszuka pana na rachunku na 15 zł, to pewnie źle się z tym czuje. W wypadku polisolokat - wracam do tego z uporem maniaka - od początku konstruuje się toksyczny produkt z zamiarem okradzenia biednych ludzi! To pokazuje skalę demoralizacji tego sektora. Dlatego trochę nie dziwię się KNF, bo jeszcze niedawno nikomu do głowy by nie przyszło, że w instytucjonalny sposób projektuje się oszustwo.
Na pewno bankowi prawnicy czytali umowy po siedem razy.
- Na pewno... Ale na miejscu banków wcale bym nie ogłaszał wygranej. Jeśli klienci przestaną spłacać kredyty we frankach, to co oni z tymi mieszkaniami zrobią?
Sprzedadzą?
- Komu? Te mieszkania warte są 50-60 proc. zobowiązań. Jakby to wszystko walnęło, dopiero utopiliby gigantyczne pieniądze - jakieś kilkaset miliardów złotych. Na ich miejscu dogadałbym się z tymi ludźmi i wypracował kompromis.
Ale to zadanie dla polityków, żeby do tego doprowadzić. W Polsce mamy dramatyczny brak przywództwa. Nie ma w ogóle osobistej odpowiedzialności za nic. Każdy zasłania się przepisami i mówi: "To nie ja, ja nic nie mogę".
Weźmy stopy procentowe. Na co nam Rada Polityki Pieniężnej? Czy prezes NBP nie może decydować i brać za to osobistej odpowiedzialności? W tej chwili, jeśli Rada się pomyli i zrobi absurdalny błąd, nie ma winnego. Prezes powie: "To nie ja, to RPP". Rada powie: "Było głosowanie kolegialne". Czegokolwiek się pan dotknie w Polsce - wszystko tak działa. Niech pan zapyta w KNF o polisolokaty! Okaże się, że nic nie mogli zrobić. Źródło : » http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,132749,17671235,Banki_sa_bezpieczne__A_ty_.html